24


dwadzieścia cztery godziny bez snu. ponad. a trzy kawy wypite praktycznie jedna po drugiej oraz odgłosy udanej imprezy plenerowej u sąsiada niemal do czwartej nad ranem nie mają z tym oczywiście nic wspólnego. ogólnie rzecz biorąc jestem nieprzytomna. cierpię.



13 komentarze/y
Kategoria: zamość, tekst, resztki Tagi: none

Zapisz wpis/bookmark this post: del.icio.us, ma.gnolia, stumbleupon, technorati, google, wykop




get my feet back on the ground


[the beatles - help!]

bo, muszę to powiedzieć, Beatlesów to ja nigdy nie słuchałam jakoś specjalnie uważnie. a dziś włączyłam pierwsze z brzegu ‘Help’, zupełnie przypadkowe i wybrane na chybił-trafił. i tak słucham od samego rana, i tak wciąż włączam od nowa i bujam się siedząc wbita wygodnie w krzesło obrotowe. dobrze, że jestem sama w domu, bo już doszło do tego, że zaczęłam śpiewać. i to całkiem głośno (gdybym mieszkała w bloku i wierzyła w boga, prosiłabym go, żeby się łaskawie zmiłował nad uszami sąsiadów). i pewnie gdybym nie była taką leniwą babą, to wstałabym z tego krzesła i zaczęła tańczyć, taki mam dobry humor! poza tym generalnie czuję się paskudnie, wszystko mnie boli, z braku innych możliwości przeprosiłam się z telewizorem i oglądam wszystkie filmy po kolei. dziś obejrzałam na przykład Something New, który to film określiłabym jako ‘nie zmuszający do myślenia’, lekkostrawny i nijaki zarazem. a później, śmigając po kanałach, trafiłam na The Painted Veil, ale zanim się skończył musiałam wyłączyć, bo za każdym razem płaczę kiedy główny bohater umiera, a jego rozpustna żona nagle sobie uświadamia, że go kocha, a dziś przecież mam taki dobry humor, że szkoda go było psuć. nie wiem sama co mi się tak podoba w tym filmie, chyba Edward Norton. tak, zdecydowanie Edward Norton (love love love). wczoraj natomiast jednym tchem pochłonęłam Goya’s Ghosts - lubię filmy biograficzne o malarzach. tak samo podobały mi się zekranizowane historie Fridy Kahlo, Modiglianiego czy Klimta (ta szczególnie, nie tylko z powodu Malkovicha w roli tytułowej). mam słabość do tego typu postaci. wracając jednak do tego o czym pisałam… ‘Duchy Goi’ zagryzłam tragicznym The Ex z klasycznie ładną panią, cukierkowym panem i mdłym hepiendem w słabym stylu (och przecież wiesz, że cię kocham i nie opuściłabym cię dla niego - och, wiem, ale… ale właściwie co?). nic na to nie poradzę, tylko to było w telewizji.
straszliwie ubolewam nad faktem, że skończyła mi się bita śmietana do kawy, bo akurat teraz mam na nią ochotę. prawie przestałam słodzić herbatę, teraz staram się nie dodawać cukru do kawy, a przecież jakoś sobie muszę życie osładzać, prawda?
w ogóle rozpasana się ostatnio zrobiłam. swoją drogą, ładne słowo - rozpasana. nieźle brzmi. przed komputerem siedzę dopóki nie zaczną mnie boleć oczy od wpatrywania się w monitor, nie czytam - bo po co, nawet mi się nie chce. słucham muzyki głośniej niż zwykle i niezależnie od pory dnia czy nocy. jeśli chodzi o wspomnianą bitą śmietanę to się nie ograniczam. nie robię zdjęć. właściwie nie robię nic. leżę dużo i myślę. chodzę spać o trzeciej nad ranem i wstaję o dziesiątej albo o dwunastej, jeszcze lepiej. przestałam odpowiadać na smsy, bo nie mam nic na koncie i czuję się tym faktem beztrosko usprawiedliwiona. ale największy grzech jaki popełniam, to bezkarne wypisywanie bzdur w dużej ilości. tak, zdecydowanie. i to tu, gdzie powinny być zdjęcia. ale przecież to tylko blog i wiecie co? raz w miesiącu mi wolno :)

p.s.
dwudziestego czwartego minęło mi pół roku na wordpressie. patrząc na statystyki i zdjęcia, raczej udane pół roku. i wcale nie tęsknię za atmosferą ze smak.fotolog.pl.



12 komentarze/y
Kategoria: zamość, tekst, resztki Tagi: none

Zapisz wpis/bookmark this post: del.icio.us, ma.gnolia, stumbleupon, technorati, google, wykop




życzenia


zamojska starówka ma to do siebie, że kiedy jest zimno i po rynku nie kręci się zbyt wiele osób, miło jest posiedzieć na ławeczce i posłuchać odgłosów wieczoru. tylko stopy w lekkich butach strasznie marzną.
do domu wracałam sama, przed dwudziestą trzecią. ponad kilometr pieszo i nie świeciła się żadna latarnia. ciemno jak nie powiem gdzie. dusza na ramieniu, bo ciemności to się boję chyba najbardziej na świecie. oddech wstrzymywany z każdym, najdrobniejszym nawet, szelestem w ciemnych bramach mijanych domów. ale nie ma nic piękniejszego niż to nocne niebo, na którym ktoś rozsypał gwiazdy tak gęsto, że momentami wydaje się, że cały ten widok to tylko kilka ciemnych plam na zupełnie jasnym tle. ostatnie dni sierpnia to jeszcze czas spadających gwiazd. kiedy spadła pierwsza życzyłam sobie szybkiego powrotu do domu, żeby nic mnie po drodze nie zjadło ani nie ukradło. kiedy druga mrugnęła i przecięła niebo białą smugą pomyślałam, że chciałabym, żeby wszystko było nareszcie proste i jasne.
na miejsce dotarłam w jednym kawałku, cała i zdrowa, chociaż lekko zmarznięta. zobaczymy jak będzie z drugim życzeniem.

taka się czasami sentymentalna trochę robię. nic na to nie poradzę.

na koniec taki small talk z życia wzięty, czyli kobieta o kinie akcji:
- i jak ci się podobał film?
- fajny. tylko strasznie dużo uciekają.

tak na marginesie… śnił mi się wielki, różowy napis na białym tle: otwiera ryboch cóbkę. a w ‘ó’ było namalowane wielkie ludzkie oko… i o ile ‘rybocha’ jestem w stanie jakoś sobie wytłumaczyć, to nie mam bladego pojęcia czym może być tajemnicza ‘cóbka’. muszę powiedzieć, że jestem naprawdę zaniepokojona, gdyż nawet wszechwiedząca google nie zna odpowiedzi na dręczące mnie pytanie.



6 komentarze/y
Kategoria: zamość, tekst Tagi: none

Zapisz wpis/bookmark this post: del.icio.us, ma.gnolia, stumbleupon, technorati, google, wykop




wrong turn


obejrzałam wczoraj najgłupszy film w moim życiu. ‘Wrong turn’. jakieś trzy lata temu kolega pożyczył mi płytę i robiąc porządki znalazłam ją przypadkowo w szufladzie. klasyka przewidywalnego kiczu. oczywiście grupa amerykańskich nastolatków gubi się w lesie, na zupełnym odludziu i nagle pojawiają się trzy do bólu plastikowe trolle i zaczynają wszystkich po kolei mordować, patroszyć, ćwiartować, pakować do słoików i wreszcie do lodówki. obcięte nogi, samotna ręka w wannie pełnej krwi, odpadające głowy, duszenie drutem kolczastym, mózg w pudełku, palące się ciała i te wszystkie odgłosy towarzyszące piłowaniu kości i podobnym zabiegom. ziew. nie to, żebym była mało wrażliwa czy coś, ale w połowie filmu nawet poszłam sobie zrobić kanapki, bo zaczęło mi burczeć w brzuchu. rzecz jasna zostaje dwójka ocalałych, pełna koedukacja, on stęka polewając sobie rany postrzałowe wodą utlenioną, ona mówi, że właśnie rzucił ją chłopak, sporo czasu spędzają patrząc sobie w oczy… jak trafnie zauważył autor napisów do filmu: ‘nie ma to jak, kurwa, happy end!’. w końcu to przecież samo życie. ‘Wrong turn’, jak mniemam, kręcony był z myślą o kolejnych częściach tej fascynującej produkcji, gdyż scena ostateczna ukazuje widzowi potęgę natury w całej swej okazałości, bo oto trolle, które jeszcze przed napisami końcowymi leżały słodko i niewinnie zupełnie martwe, nagle z martwych powstały by dokonać mordu stylowym toporem na kolejnym nieświadomym niczego stróżu prawa. mimo wszystko jakoś nie mam ochoty sprawdzać, co było dalej i zupełnie satysfakcjonuje mnie to, co już zobaczyłam. a wszystkim amatorom mocnych wrażeń gorąco tego filmu nie polecam.

poza tym od dwóch dni zmagam się z umierającym internetem. przez pięć minut wszystko działa jak powinno, a przez następne trzy godziny nie działa nic. i tak w kółko. za każdym razem kiedy net pada obrzucam komputer mało wysublimowaną wiązanką przekleństw i złorzeczeń, ale to jakoś nie pomaga.

wrażenia totalnego armagedonu dopełnia fakt, że od jakiegoś czasu nikon robi mi brzydkie krzyżyki na zdjęciach. nie znam się kompletnie na tym, co aparat ma w środku. może po prostu czas wyczyścić matrycę. boję się jednak, że to coś więcej i czeka mnie po raz kolejny fascynująca przeprawa z serwisem naprawczym. a odkąd pozbyłam się hp945 już się odzwyczaiłam od psującego się sprzętu… wspomniane krzyżyki wyglądają właśnie tak: [link]. czy ktoś może mi powiedzieć co to, do cholery, jest? i czy mam się już zacząć martwić?



14 komentarze/y
Kategoria: zamość, tekst, człowiek, cyfrowo Tagi:

Zapisz wpis/bookmark this post: del.icio.us, ma.gnolia, stumbleupon, technorati, google, wykop




dzień w gdańsku






nie mogłam się powstrzymać. wiem, że jakość zdjęć woła o pomstę do nieba - w końcu były robione przy użyciu okna, cyfrówki i fotoszopa (bo skanera nie posiadam). w dodatku w kolorze raziły cukierkowym błękitem, dlatego teraz są czarno-białe. ale naprawdę tak strasznie nie mogłam się powstrzymać!



26 komentarze/y
Kategoria: inglisz, człowiek, analogowo Tagi: , , , ,

Zapisz wpis/bookmark this post: del.icio.us, ma.gnolia, stumbleupon, technorati, google, wykop