pierwszą połowę dnia spędziłam u mamy w pracy. drugą w fotoszopie. bo internet padł.
u mamy byłam żeby jej się nie nudziło samej i żebym ja mogła zobaczyć tę rewolucję, jaka zaszła w naszym dawnym mieszkaniu od momentu, kiedy się z niego wyprowadziliśmy. po pierwsze… jakieś takie maleńkie mi się wydało. całe mieszkanie to teraz dwie sale lekcyjne. jedna w kuchni, w której teraz mieszczą się dwie długie ławki, kilka krzeseł, a i tak ciężko się tam poruszać. druga natomiast w salonie, połączonym teraz z moim dawnym pokoikiem, ta jest już znacznie większa, ale mimo wszystko odniosłam wrażenie, że wszystkie pomieszczenia straszliwie się skurczyły.
na komórkowych zdjęciach wspomniany pokoik (mam na myśli tę maleńką wnękę, do której prowadzą schodki, z pierwszego zdjęcia), widok z mojego dawnego okna, perspektywa zza nauczycielskiego biurka i widok z kuchni. a w miejscu tej kanapy w kolorowe prostokąty stało kiedyś moje łóżko, którego nie mogłam zmieścić we własnym pokoju. dziwne uczucie tak patrzeć na to wszystko i przypominać sobie gdzie stały meble, gdzie się jadło, spało, gdzie jako dziecko się bawiłam.
ten dzień jest miły z jeszcze jednego powodu - przez dłuższą chwilę świeciło słońce. po raz pierwszy od dwóch tygodni, o ile się nie mylę. bosko.
i… już wiem, że na pewno nie lubię dzieci. a te z trzeciej klasy podstawówki są chyba najgorsze - jakby wszystkie miały ADHD! :)
[maria peszek - rosół]
3 komentarze/y
Kategoria: zamość, tekst, resztki, komórkowo, cyfrowo Tagi: nikon d80, photoshop, review
Zapisz wpis/bookmark this post: del.icio.us, ma.gnolia, stumbleupon, technorati, google, wykop

Gdańsk, wakacje dwa tysiące osiem, kawiarnia Maraska na starym mieście. do tego utwór ‘Guilty’ ze ścieżki dźwiękowej do Amelii. ciepło.
4 komentarze/y
Kategoria: z bliska, analogowo Tagi: canon a1, gdańsk, kawa, rossmann 200
Zapisz wpis/bookmark this post: del.icio.us, ma.gnolia, stumbleupon, technorati, google, wykop


to był prawdziwy weekend destrukcji. najpierw połamaliśmy łóżko, a następnego dnia niespodziewanie wybuchł czajniczek do parzenia kawy, czyli jednym słowem armagedon. ale nie narzekam, było bardzo fajnie. robiliśmy mega pizzę i sałatkę grecką, obejrzeliśmy psychodeliczny ‘Rushmore’ i zabawny ‘Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać’ Woody’ego Allena, z samym Allenem w roli zestresowanego plemnika (i nie tylko plemnika). ukoronowaniem weekendu była sesja zdjęciowa. zostałam zamknięta w wielkiej skórzanej walizce i obfotografowana ze wszystkich stron przez Dawida, czego efekty można zobaczyć między innymi tutaj.
na zdjęciach wspomniane już kiedyś kolczyki z muminkami, siostra, migawki z pieczenia pizzy, z sesji w walizce, mój kot, feralny czajniczek zaraz po wybuchu i (jak zwykle uroczy :>) D z brodą z pianki do golenia :)
w piątek wystawa. w sobotę pakowanie. w niedzielę przeprowadzka. poniedziałku jeszcze nie zaplanowałam, ale na pewno znajdzie się coś, co go wypełni :)
[blonde redhead - dr. strangeluv]
14 komentarze/y
Kategoria: zamość, tekst, resztki, lublin, komórkowo Tagi: dawid, review
Zapisz wpis/bookmark this post: del.icio.us, ma.gnolia, stumbleupon, technorati, google, wykop
kawing, plotking, herbating i inne takie uskuteczniałyśmy dziś wieczorem najpierw w Veronie, a później w Piątej Stronie Świata, bo po jednej kawie na wspomnianą Veronę nie było mnie już stać. ale jestem zawiedziona, bo nie dostałyśmy do herbaty ciastek z dziurką. naprawdę, jestem cholernie zawiedziona.
powoli szykujemy się do przeprowadzki. ja jak zwykle wyląduję w najmniejszym pokoju. proza życia. ale dwudziestego dziewiątego już mnie tu nie ma, znikam, rozpływam się w błogiej bezinternetowej przestrzeni lubelskiego el-es-emu. nareszcie. już nawet brak neta jestem w stanie przeboleć, byle tylko nie być już tu, a być tam.
jak to fajnie jest obudzić się rano, postawić laptopa na kołdrze i bezstresowo sprawdzić sobie pocztę. bezcenne uczucie, którego nigdy dotąd nie zaznałam. bosko. jeszcze przez jakiś tydzień mogę się tym cieszyć.
dostałam kartkę z Walii, od Iwonki. zawsze mi się tak miło robi, kiedy wiem, że ktoś gdzieś w innej części świata o mnie pamięta! dziekuje, Y! :*
a pierwszego powrót do wszystkich -ing i ’s. do wszystkich presentów, pastów, perfectów, cognitive grammarów i innych koszmarów. ale wiecie co? nawet to mnie cieszy. wakacje to jednak nie to, co tygryski lubią najbardziej. coś mi się zdaje, że dość szybko na powrót wpasuję się w to całe zabieganie i obowiązki. nie umiem usiedzieć w miejscu.
myślałam, że chodzenie w kurtce będzie straszne, w końcu dosłownie przed chwilą skończyło się boskie, gorące lato. na myśleniu się skończyło, bo kiedy wyszłam dzis z domu to dziękowałam przeczuciu, że kazało mi się ciepło ubrać!
ależ mam ochotę na kakao. umrę, jeśli nie wypiję chociaż filiżanki!
dzisiaj tak kompletnie bessęsu i bez zdjęcia. pisanina.
z ogłoszeń parafialnych: dziś rano nastąpiła zmiana adresu mailowego i w związku z tym uprasza się o pisanie do mnie na adres smakowanie@gmail.com. ogłaszam wszem i wobec bojkot poczty na interii. dziekuję za uwagę.
19 komentarze/y
Kategoria: zamość, tekst, resztki Tagi: none
Zapisz wpis/bookmark this post: del.icio.us, ma.gnolia, stumbleupon, technorati, google, wykop
w ramach moich własnych refleksji… śniła mi się książka. książka o tytule ‘Jóż’. na granatowej okładce narysowane było małe drzewko o idealnie okrągłej koronie w soczyście zielonym kolorze, a nad nim właśnie widniał wypisany drobnymi pochylonymi literami tytuł. po wewnętrznej stronie okładki narysowane było podobne drzewo, tyle że tym razem podpisane jako ‘wielkie drzewo żarówkowe’. na białym tle. pozostałe strony były ciemnogranatowe u góry i ciemnozielone u dołu, coś jak krajobraz składający się tylko z letniej trawy i wieczornego nieba. czuję się w obowiązku zaznaczyć, że była to trawa letnia, bo wiosną – na przykład – nie ma tak intensywnego koloru. wracając jednak do samej książki… tekst wydrukowany był tylko na ciemnoniebieskiej części stron i składał się z samych dialogów. gdzieniegdzie ze słowami przeplatały się fantazyjne rysunki czerwonych smoków i brązowych węży szybujących między literami. pamiętam jeszcze, że głównym bohater na imię miał Hosse. na tym kończy się wspomnienie snu o książce. zastanawiam się, czy istnieje księgarnia, w której można dostać książkę o granatowych stronach z miękkiego, cienkiego papieru. odkąd mi się przyśniła marzę o wejściu w posiadanie podobnego cacka. istnieje?
[caribou – lord leopard]
13 komentarze/y
Kategoria: zamość, tekst, cyfrowo Tagi: nikon d80
Zapisz wpis/bookmark this post: del.icio.us, ma.gnolia, stumbleupon, technorati, google, wykop






